Czego nauczyła mnie radykalna przeprowadzka?

By Olga - sierpnia 12, 2017

Podobno człowiek uczy się całe życie. Nie ważne ile ma lat - trzy, pięć, dziesięć, osiemnaście czy trzydzieści, czerpie wiedzę z otaczającego go świata, nabywa nowych umiejętności i na swój sposób wyciąga wnioski z każdego doświadczenia. Nauka jaką pobieramy od życia za każdym razem ma na nas jakiś wpływ. Kształtuje nasz charakter, naszą teraźniejszość i przyszłość. Pozwala nam się rozwijać, określać swoje priorytety i posuwać się do przodu. I wiecie co? To cholernie fascynujące!


Każdy kto chociaż trochę śledzi bloga wie, że kilka miesięcy temu podjęłam decyzję, która niosła za sobą ogromne zmiany. Razem z życiowym "dorobkiem" przejechałam pół Polski, żeby zacząć kolejny rozdział mojego życia w nowym, nieznanym mieście. Jeżeli nie jesteś w temacie to przeczytaj "Szczerze i świadomie przyznaję - zawaliłam!" - nakreśli Ci to obraz całej sytuacji.

Wracając do tematu... Moja przeprowadzka, była radykalna, zaskakująca i miała ogromny wpływ na moje życie. Teraz po prawie pół roku od dnia, w którym zamieszkałam kilkaset kilometrów od domu rodzinnego, wiem że tamta decyzja zmieniła mnie, moje priorytety i nawyki. Wielu rzeczy się nauczyłam, inne "dopracowałam", a jeszcze innych się pozbyłam... Jakich? Odpowiedź poniżej.

Samodzielność
Z rodzinnego domu wyprowadziłam się kilka lat temu, idąc na studia i myślałam, że to właśnie wtedy uczyłam się prawdziwej samodzielności. Och... Jak bardzo się myliłam! Tak, byłam w jakiś sposób samodzielna - w końcu nie mieszkałam już z rodzicami, byłam dorosła, pracowałam na siebie (chociaż lepszym będzie określenie: dorabiałam). Ale zawsze gdzieś z tyłu głowy miałam tą świadomość, że gdy będzie źle wsiądę w autobus i po dwóch godzinach będę siedziała z mamą przy stole w kuchni. Wiedziałam, że kiedy powinie mi się noga zadzwonię do rodziców, którzy poratują mnie kilkoma groszami. Przez całą tą świadomość i pewność, że rodzice pomogą moja "samodzielność' gubiła się średnio raz w miesiącu! Teraz dopiero uczę się jak to na prawdę jest być samodzielną - oczywiście, rodzice nadal by mi pomogli, gdybym potrzebowała, ale nie są już na wyciągnięcie ręki... A ja przeprowadzając się zaczęłam żyć, tylko i wyłącznie, na swój rachunek.

Odpowiedzialność i rozsądek
Życie na własny rachunek z pewnością nauczyło mnie też odpowiedzialności. Chociaż nigdy nie uważałam, że mi jej brakuje, jednak teraz zauważam jak daleko mi wtedy było do prawdziwego bycia odpowiedzialną. Sama muszę zadbać, żeby opłacić mieszkanie, zrobić zakupy, ugotować obiad czy włączyć pralkę... Jeżeli tego nie zrobię, nikt nie zrobi tego za mnie, nie ma w obrębie kilkudziesięciu kilometrów mamy, która poratuje chociażby mrożonkami na szybki obiad czy będzie pamiętać o zapłaceniu czynszu.
Razem z odpowiedzialnością pojawia się też rozsądek, który pilnuje moich priorytetów, i dzięki któremu zastanowię się trzy razy czy naprawdę warto wychodzić na imprezę w środku tygodnia albo czy kolejny odcinek serialu jest wart zarwanej nocki.

Planowanie i organizacja
Tak naprawdę planowanie i organizację wprowadziłam do swojego życia dopiero rok temu, wcześniej wolałam "spontan" i nieplanowane akcje. Wydawało mi się, że jak coś zaplanuje to mnie to ograniczy... Teraz niekiedy czuję się zagubiona bez rozpisanego jadłospisu, listy zakupów czy rozplanowanego (chociażby ramowo) dnia.
Przez ostatnie pół roku modyfikowałam, zmieniałam i ulepszałam moją organizację czasu. W sumie nadal to robię, po to aby znaleźć jak najlepszą metodę, która pozwoli mi na jeszcze efektywniejsze wykorzystanie dnia. Na przestrzeni ostatnich miesięcy zauważyłam, że staję się lepiej zorganizowana, dzięki czemu nie zapominam o najprostszych sprawach i oszczędzam mnóstwo czasu czy pieniędzy.

Gotowanie
Tak... To może wydać się śmieszne, ale naprawdę - przeprowadzka nakłoniła mnie do "nauki" gotowania. Jakiś czas temu zafiksowałam się na temat "zdrowego" odżywania, o czym możesz przeczytać w Dieta? Nie dziękuję, a jakby nie patrzeć dla "dobrej" diety robienie kanapek to za mało.  Do tego cóż, lubię jeść - dobrze jeść, a do mamusi na obiad mam trochę daleko, więc z braku laku... Metodą prób i błędów, eksperymentując i szukając swoich smaków nauczyłam się robić pyszne (a przynajmniej mi smakujące) dania. Motywowała mnie również świadomość, że jeśli sobie nie ugotuję to kolejny raz zjem coś śmieciowego, na szybko, wydając kupę kasy... A nawet pizza może się znudzić!
Na dzień dzisiejszy nie pałam jeszcze miłością do gotowania, mistrzem kulinarnym nie zostanę, a Magda Gessler pewnie wszystko to co robię wyrzuciłaby do kosza... Jednak ja jestem dumna, że potrafię ugotować dużo więcej niż wodę na herbatę!

Pewność siebie
Pewność siebie i poczucie własnej wartości jest czymś co mamy w sobie, lecz trzeba to odkryć. Dlatego nawet pewni siebie ludzi czują się czasem niepewnie i dlatego tak ważne jest, aby poszerzać swoją strefę komfortu. Poszerzanie swojej strefy komfortu pokazuje nam, że jesteśmy zawsze, ale to zawsze równie wartościowi - bez względu na to w jakim towarzystwie czy otoczeniu się znajdziemy. Uczy nas pewności siebie niezależnej od sytuacji.
I właśnie ja, przeprowadzając się do nieznanego mi miasta poszerzyłam swoją strefę komfortu. Wciąż to robię, dzień po dniu, tydzień po tygodniu... To, że odnalazłam się w tej nowej sytuacji, że poradziłam sobie i zorganizowałam swoje życie dało mi ogromnego "kopa" pewności siebie i kolejny argument "potwierdzający" moją wartość.

Podejmowanie ważnych decyzji
W życiu podejmujemy wiele decyzji, zaczynając od tych co założyć do pracy, kończąc na mega poważnych czy w ogóle do tej pracy iść. Wiele osób boi się podejmowania decyzji, ponieważ większość z nich niesie za sobą zmiany. Też byłam kiedyś w grupie tych osób...
Jednak teraz na przestrzeni miesięcy czy lat, każda wielka decyzja, którą musiałam podjąć teraz wydaje się tak oczywista i prosta, że traci swój ogrom. Każda z nich przyniosła też zmiany i konsekwencje - jednak gdyby nie one to nie byłabym w miejscu, w którym jestem, nie miałabym u swego "boku" wspaniałych ludzi, których teraz mam, nie pisałabym tego tekstu, a nawet nie prowadziłabym bloga. To wszystko nauczyło mnie, że wszystkie podjęte decyzje niosą ze sobą coś nowego, a czy będzie to złe czy dobre zależy tylko od nas! Nie boję się już podejmować decyzji, jestem gotowa na wszystko co niesie moje "tak" lub "nie".

Wszystkiego czego nauczyła mnie podjęta pół roku temu decyzja ciężko zliczyć. Jest mnóstwo mniejszych "rzeczy", które też mają ogromny wpływ na to co robię, jednak te wymienione wyżej to te ważniejsze i mające największe znaczenie na to, jaką osobą stałam się przez ostatnie miesiące.
Pewna osoba powiedziała mi, że "dojrzałam" - tak, to prawda - bardzo mocno zmieniło się moje podejście do życia, chociaż ta zmiana zaczęła się jeszcze na długo przed przeprowadzką. Wydoroślałam, zmieniłam niektóre poglądy. I chociaż nadal lubię przetańczyć całą noc, zrobić coś całkowicie spontanicznego i szalonego to wiem, że przeszłam z rozkapryszonej i używającej życia studentki w dorosłą, odpowiedzialną za siebie kobietę z młodą (czasem dziecinną) duszą.
Być może zabrzmi to nieskromnie... ale kiedy patrzę wstecz na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Przeszłam długą drogę, radzę sobie, rozwijam się, trzymam się swoich priorytetów, jednocześnie nie tracąc radości życia (a nawet ją podsycając).  I wiecie co? Jestem z siebie ogromnie dumna!

  • Share:

Zobacz także:

2 komentarze

  1. Kiedy to było...dobre kilkanaście lat temu wyprowadziłam sié z domu rodzinnego do dużego miasta, a potem za granicę. Miałam podobne wnioski - zwłaszcza na temat planowania i gotowania:) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Podejmując takie decyzje często nawet nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo mogą nas one zmienić. Z domu rodzinnego wyprowadziłam się zaraz po zdaniu matury. Od tego czasu bezustannie podróżuje i nie znam lepszego sposobu na poznanie siebie i lekcje życia <3
    Gratuluję odważnej decyzji i życzę powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń

Translate